Ładowanie…

Czy to świat jest dziwny ? Czy może my?

Moje zdanie na ten oraz inne tematy wewnątrz.
Zacznij eksplorować

Płyty – muzyka dla melomana ?

Urodziłem się w latach ’80, w ’90 zacząłem słuchać MTV , Vivy – prawdziwego MTV oraz prawdziwej VIVY.  MTV wtedy brzmiało po angielsku i w jednym kozackim kolaboracyjnym kawałku śp. Chada rapował:

A pamiętasz jak w ’96 u nas na blokach

Na walkmanach grał Nas, na wideo Istot’a?

Każdy latał tu brat w tych sześćdziesiątkach piątkach

No i kitrał w nich stuff, by dorzucić do jointa

Psów jak dziś było w chuj, raperów było paru

W MTV grali rap, a nie randki pedałów

„A pamiętasz jak” – tekst Chada

Viva dla odmiany była grana w języku wroga (czyt. niemieckim). Obie te stacje telewizyjne wtedy łączyło jedno grały muzykę przez 90 % czasu antenowego. 10 % to były reklamy. Nie skłamię użyjąc stwierdzenia, że muzyczne wychowanie dostałem właśnie od nich. Pierwsze muzyczne hity, genialne teledyski wszystko to chłonąłem jak gąbka. 

Pamiętajcie że wspominany przez Chadę ’96 rok to brak internetu albo jeśli mam być bardzo skrupulatny to były jego absolutnie absolutne początki. 1995 roku powstał pierwszy polski portal informacyjny WP, a w 1996 roku TP uruchomiła wdzwaniany dostęp do internetu o zawrotnej prędkości 56 kb/s. Nie było Tidala , Spotify nie było nawet YouTube, może młodym odbiorcom tego tekstu nie mieści się to w głowie ale kiedyś naprawdę muzyka to był magnetofon przynoszony „na ławki”.

Wtedy kiedy stety lub niestety Internet rozpoczął swój wielki bieg po technologiczne zwycięstwo nad światem, a informacje i media były już na wyciągnięcie ręki ja byłem na końcu szkoły średniej, pochodzący z robotniczej rodziny w której nie przelewa się kasa ledwo ubłagałem rodziców aby na kumulację[1]1. kupili mi wieże stereofoniczną marki Philips.  Nowy świat muzyki jaki wtedy stanął przede mną otworem był zarazem piękny i straszny. Mogłem słuchać wszystkiego, ale musiałem mieć z czego 🙂 

Pod koniec szkoły średniej kilku kolegów miało już na tyle szybki Internet i na tyle bogatych rodziców że posiadali już nagrywarki CD o często zawrotnej prędkości DL[2]2. Nikt wtedy nie zastanawiał się czy Wu Tang Clan zbiednieje jak pobiorę jego muzykę za pomocą programu Emule i wypalę sobie na CD i będę cieszył uszy ulubionym rapem z zachodu. 

Polski hip hop był niestety bardziej zacofany, kasety magnetofonowe to jedyny nośnik w jakim dało się pozyskać już wtedy klasyki czyli pierwsze wydawnictwo Liroya – Alboom ( tak tak Pan Marzec nie zawsze był politykiem oraz producentem filmów dla dorosłych. ) czy debiut Kalibra 44 – Księga tajemnicza. Prolog. Pierwsza płyta która pobrałem jako mp3 i skopiowałem aby słuchać jej na moich wyczesanym muzycznym sprzęcie i tu Cię czytelniku raczej nie zaskoczę to Kinematografia Paktofoniki. 

Im dalej las też nie było łatwiej – nadeszła miłość do mocniejszego brzmienia Limp Bizkit , Linkin Park, P.O.D i kolejne beznamiętnie pobierane mp3 z Internetu. Technika poszła do przodu firma Lite-On robiła już całkiem niezłe pędziki[3]3 które pozwalały robić biznes z pobierania i nagrywania.

Wtedy absolutnie bez świadomości co robię korzystałem z technicznej ewolucji , pobierałem i wypalałem duże jak na tamte czasy ilości danych.  Retrospekcja wszystkich tych czynów przyszła o wiele później, wtedy już stać mnie było na zakup CD z muzyką. Wtedy dotarło do mnie to że jestem/byłem złodziejem , kradłem czyjąś pracę, ktoś pracował nad muzyką, tekstem , okładką oraz wszystkimi innymi składowymi finalnego wyglądu krążka który ja pobierałem z internetu i jeszcze chamsko powielałem go pozbawiając autora kilu złotych zarobku.

Od tamtego czasu minęło już dobrych kilka lat, w tej chwili posiadam kilkadziesiąt zakupionych płyt w formacje cd audio , abonamenty w usługach streamingowych i twierdzę że za muzykę warto płacić.

I tu pojawia się drogi czytelniku kolejna rozkmina. Nie jest tajemnica Poliszynela że moim ulubionym gatunkiem jest polski hip-hop i lwia część dyskografii to ten rodzaj muzyki. Polscy artyści niestety wydając płyty chylą się ku dziwnemu trendowi że wydaniu płyty z muzyką powinna towarzyszyć oprawa z milionem gadżetów, dodatków aby zachęcić konsumenta ( czy on jest jeszcze melomanem ? ) do zakupu. Nasuwa mi się pytanie czy wartość muzyczna i twórcza tych płyt jest tak chujowa że potrzebne do sprzedania tego krążka jest ta cała otoczka? Czy może autor czuje że mógł zrobić tę płytę lepiej , ale mu się nie chciało więc w zadośćuczynienie odda w nasze ręce grubego boxa z dodatkami cieszącymi oko i nie mającymi nic wspólnego z estetyką wydawnictwa ? Pewnie nad tym tematem kiedyś jeszcze się pochylę.

Ale co ja mogę wiedzieć o takich sprawach przecież jestem zwykłym złodziejem …

 

Nawet sobie mogę powiedzieć: „nie znasz mnie”.

Wciąż tkwi kij w szprychach mojego życia.

Tamto dziecko dzisiaj znowu nie zaśnie z twarzą w poduszce, próbując oddychać.

Ile to już lat wciąż to samo stanowi moją siłę i największą słabość?

Brutalnie walcząc, rozrywa tożsamość i cokolwiek zrobię, to zawsze za mało.

Bisz – Banicja


  1. Kumulacja polegała na zrzeczeniu się prezentów na wszystkie okazje w danym roku aby otrzymać ten kozacki wymarzony

  2. Duble Layer – podwójna prędkość, czyli 80 minutowa płyta CD paliła się w 40 minut

  3. Pędzikami nazywano nagrywarki komputerowe potrafiące nagrywać z prędkością x48 oraz x52 firmy Lite-On które czasem rozpędzając płytę potrafiły ją rozerwać masakrując wnętrze napędu czyniąc go bezużytecznym