Bitwa o Fjordy cz.2

Bitwa o Fjordy cz.2

Nasza wyprwa miała zachaczyć o kilka pięknych miejsc , w sercu Norweskich fjordów. Oto dzień drugi :

Dzień drugi:

Środa miała być bardzo długim dniem ( jeżeli można tak powiedzieć w miejscu gdzie nie ma nocy 😛 bo cały czas jest jasno ) Pobudka została zaplanowana na 6 rano, na szczeście w drodze negocjacji Łukasz pozwolił dodać nam jedną godzinę snu 🙂 Cały misterny plan wział jednak w piz…. ponieważ wstaliśmy o 8 rano 😀 Pogoda za oknem nie zmieniała się od wczoraj wiec pełni optymizmu rozpoczęliśmy przygotowanie do śniadania i wyjazdu. Śniadanie po „polsko-norwesku” jak dla mnie zaaowocowało jednym , no dobra dwoma nowymi smakami. Łukasz poczęstował nas słotkim żółtym serem ( hmm to chyba też za dużo posniadanie1wiedziane bo ten ser był prawie brązowy : ). Ciekawy smak w połączeniu z wcześniej wspomnianym chlebkiem ( przy opisywaniu zupy rybnej ) dawał całkiem nowe doznanie smakowe.

No ! Po szybkim śniadaniu przyszedł czas na pakowanie gratów do samochodu i w drogę. Atak na fjordy czas rozpocząć !

Za pierwszy przystanek Łukasz obrał nam Lom Stravkirke ( tak tak podobieństwo do języka wroga istnieje i Ci z Was którzy znają tę mowę dobrze wywnioskowali. że jedziemy do kościoła) Budowla nie byle jaka, w naszym kraju chyba niewiele jest kosciołów klepkowych. Wybudowano go w XII wieku i z tego co doczytałem powstał około 60 km od miejsca gdzie teraz się znajduje. Okala g_DSC0002o mały cmentarz z pojedynczymi tablicami nagrobnymi. Jest jednym z nielicznych kościołów norweskich, w których zdobienia kalenic w kształcie głów smoków dotrwały do dziś.

Podczas na prawdę szybkiego zwiedzania koscioła w Lom pogoda chciała nam chyba powiedzieć że nie da za wygraną i uruchmiła zraszacze , co nas jednak nie przestraszyło 🙂

Dalej Łukasz zaplanował nam postój przy uroczym miejscu – wyobraźcie sobie mały hotelik i restaurację nad chuczącym wodospadem nieopodal niczego 🙂 Taki właśnie jest Pollfoss Gjestehus & Hotel znajdujący się niedaleko miejscowości Nordberg. Jeden domek , parking , wejście na szlak i most na rzece z któego rozpościera się taki oto widoczek :

20160629_124458_Richtone(HDR)

Budynek w którym znajduje się jak wyżej wspomniałem restauracja oraz mały hotelik (12 pokoi ) datowany jest na 1889, w czasie jego powstawania doprowadzono z niego drogi poprzez góry do Geiranger oraz w późniejszym czasie do Stryn ( całkiem dobry i dość znany ośrodek narciarski znajduje się w tym mieście )

Ale trzeba z tego raju zejść na ziemię i to szybko, bo przyszedł czas na to aby nasza „motorowa machina” powspinała się trochę po górkach 🙂 Jedziemy w kierunku Geiranger , które dziś nie jest naszym celem podrórzy ( ale wrócimy tam za jakiś czas ). Krajobraz jaki przemierzaliśmy był teraz taki typowo księżycowy – co zauważyliśmy z Krzysiem w Norwegii na wysokości 800 m. n.p.m i więcej nie ma roślinności prawie wcale – u nas brak roślinności albo ew. porost kosodrzewiny można spotkać na 1500 m. n.p.m. Ale to wynik ostrego wiatru i zapewne bardzo niskich temperatur zimą oraz co ma pewnie spore znaczenie braku słońca przez kilka miesięcy w roku.

Mijamy Geiranger ( Łukasz informuje nas że zatrzymamy się tu na jeden dzień podczas powrotu do domu ) i wspinamy się na fjord – nasz samochód już nas chyba nie lubi 🙂 W miejscowości Eidsdal pokonujemy naszą pierwszą przeprawę promową tej wyprawy. Promy w Norwegii jak i część odcinków specjalnych dróg oraz przejazdów przez tulene oraz mosty są płatne. Identyfikacja pojazdu odbywa się dwojako jeżęli samochód posiada urządzenie elektorniczne ( odpowiedni naszego systemu Viatoll ) opłata zostanie naliczona w systemie obsługi bezgotówkowej i dostaniemy do domu rachunek do zapłacenia , lub podczas przejazdu przez punkt indetyfikacji (BUM) dostajemy fotopstryczka i po rejestracji system dochodzi o właściciela pojazdu i ten dostaje rachuneczek do domu. Ceny promów i BUMów są różne od kilkunastu do kilkuset koron. Jako ciekawostkę podam Wam informację otrzymaną na miejscu – że na dzień w którym zwiedzałem Norwegię opłaty za przejazdy mostami , tunelami albo odcinkami specjalnymi dróg są płatne tylko do czasu zaamortyzowania się inwestycji związanej z budową danego obiektu , później opłata jest znoszona i można jeżdzić za free 🙂 Podomno jak na razie działa to prawidłowo ale rząd norweski już powoli odchodzi od tego pomysłu nakładając stałe opłąty za eksploatację takich odcinków specjalnych.

Ale wracając do naszej wyprawy kolejnym przystankiem w trakcie naszej podrórzy jest sklep Kiwi w mieście Valldal , oraz obiad w restauracji 5 * Michelin o nazwie „Ugotował Marian podał chinczyk” nad fjordem z bezpośrednim widokiem z okna na jeden z wielu cudownych wodospadów Geiranger Fjord 🙂

Szef kuchni Mariano poleca dziś kurczaka z rożna , sałatkę meksykańską oraz sałatkę wiosenną podaną na papierowych gustownych talerzach wraz z wykwintną zastawą plastikową. Jako zakąskę chlebek Mors FlatBrod oraz napoje do wyboru. Był to the best ever plenerowy obiad , i ze względu na walory estetyczne 😛 jak i widoki z okna restauracji oraz oczywiście niezapomniane walory smakowe strawy.

Po takim obiedzie chyba w samochodzie na chwilę odpadłem 🙂 i obudziłem się na parkingu z którego nie było widać jakiegoś niewiem czego 🙂 ale Łukasz zapewniał że dlatego że mamy dobry czas możemy się zatrzymać i nie będziemy żałować. Z mąrym kłucić się nie będziemy więc 😀 idziemy 🙂

Miejsce do któego zabrał nas tym razem Łukasz nazwałbym gigantyczną dziurą w ziemi 🙂 Znajdujemy się w Gudbrandsjuvet który jest potężnym i groźnym przełomem na rzece Valldola River, tuż przy drodze nr 63 między Trollstigen a miejscowością Valldal. Stanowi go wąski na 5 metrów i głęboki na 20-25 m. wąwóz. Gdzie woda wykombinowała sobie wiele miejsc do przepłynięcia dalej. Nazwa wąwozu wywodzi się od osobnika o nazwisku Gudbrand, który wraz z porwaną narzeczoną w 1500 r.przeskoczył go w najwęższym miejscu. ( tę legendę znalazłęm w internetach czytają znaczenie tej znazwy ) Nad wąwozem wybudowana jest platforma widokowa, stanowiąca sieć ogrodzonych chodników, z których można bezpiecznie obserwować niesamowity spektakl potęgi przyrody. Jest ona wybitnym dziełem architektonicznym, wręcz prawdziwym „majstersztykiem” zaprojektowanym przez również wybitnych norweskich architektów. Tuż przy platformie widokowej, nawet z nią wzajemnie połączona znajduje się „kafeteria” ze szklanymi ścianami z widokiem na szalejącą w 5 metrowym wąwozie rzekę. …i jeszcze jedna „ciekawostka: „spacer” po platformie jest gratis ! (nie do pomyślenia w Polsce ! ).

Ostatnim dziś przystankiem przed dotarciem do miejsca noclegowego jest sławne miejsce : Trollstigen czyli droga trolli – położona na południe od Åndalsnes w gminie Rauma. Jest ona częścią drogi krajowej nr 63 z Åndalsnes do Valldal i dalej do Geiranger. Trasa została otwarta 31 lipca 1936 roku przez króla Haakona VII po 8 latach budowy. Na szczycie znajduje sie parking z którego moża dość na dwa punkty widowkowe z któych widać cała drogę oraz wodospad Stigfossen.

I ciekawostka , bo to że w Norwegii znajdziecie znaki uwaga łDSC043101oś to pewnie wiecie , ale to że przy drodze Trollstigen znajduje się jedyny w Norwegii , a chyba też jedyny na świecie znak uwaga trolle.  I tym sposobem zmierzamy do Isfjorden gdzie wynajęliśmy domek aby w godnych warunkach można odpoczywać po trudach naszych wypraw.