Bitwa o Fjrody cz.4

Bitwa o Fjrody cz.4

Czwarty dzień naszej wyprawy przywitała dość fajna pogoda , obudziło nas słonce które jak wcześniej już kilka razy wspominałem nie zachodziło 😛 Dzisiejszy plan wycieczkowy był dość skromny, ponieważ po za zaliczeniem dwóch górek i zobaczenia dwóch wodospadów musieliśmy jeszcze przejechać około 330 km, aby dojechać do Łukasza.

Po śniadaniu , posprzątaniu w naszym superowym domku, oraz sprawdzeniu na mapach szlaku postanowiliśmy iść się trochę powspinać. Naszym celem był punkt widokowy osadzony za wioską pasterską ( Homlongsetra 550 m. n.p.m. ) o nazwie Skagefla. Droga do góry dość stroma , na szlaku troche wody i błota oraz jakieś strumyki do przeskoczenia. Mijaliśmy na wysokości około 400 m. n.p.m. ręcznie „robioną” tabliczkę wkazującą na miejsce niebezpieczne, po oględzinach okazało się że za znakiem znaduje się tylko warstwa mchu a pod nią 400 m w dół 😛 Idziemy wyżej , cały czas z Krzychem z przodu Łukasz i Agata idą odrobinę wolniej. Wioska pasterska myślę sobie jest pewnie gdzieś wysoko i na jakiejś otwartej przestrzeni, na dodatek pewnie jakaś zagroda i kilka budynków.

Wielkie zaskoczenie nastąpiło wtedy jak naszym oczom ukazały się dwa domki o typowo norweskiej budowie z dachami okrytymi trawą , i informacją że jestesmy w wiosce pasterskiej. Fakt jest jeden cudowne widoki które staraliśmy się zapamiętać zdjęciami …

zasiegKilkaset metrów dalej na tym samym szlaku był pierwszy z naszych punktów widokowych. Widoki na fjord zapierają dech w piersiach, postanawiamy usiąść zjeść coś i napić się. W tym miejscu następuje historia którą będziemy pewnie opowiadać kolejnym pokoleniom. Krzysiek wyciągnął z plecaka resztki chleba i nakarmił nimi fjord , który był tak łągodny że jadł mu z ręki 🙂 A później ja szukałem na fjordzie zasięgu PLAY ( tak tak lokowanie produktu, takie trochę nieświadomie ) ale nie znalazłem [foto]

Zejście na dół do samochodu, miało być spokojne ale Krzysiek wpadł na pomysł że przecież możemy pobiec na doł 🙂 i tak się właśnie stało 🙂 Do samego samochodu był ostry zbieg , chyba nie muszę Wam wizualizować że mądre ani bezpieczne to to raczej nie było 😛 Ale zaraz po zbiegu dwa stare geniusze postanowiły dać oddech zmęczonym przez zbieg nogom i poszliśmy do przystani i postanowiliśmy sprawdzić bardzo organoleptycznie jaką temperaturę ma woda w fjordzie, odpowiem krótko … bardzo zimna 🙂 Poniżej ślad z zegarka oraz kilka fotek :

Całkowity dystans: 7.16 km
Najwyższy punkt: 560 m
Wyskokość podjazdów: 905 m
Łączny czas: 02:49:52

 

 

Kilka minut po naszym głupim pomyśle jak już dolne kończyny skostniały nam od zimnej wody i nawet mózgi zaczęły zamarzać dotarła na dół reszta naszej wesołej ekipy, zapokowaliśmy się w samochód i ruszyli w odwiedziny do wodospadu Storseterfossen który wg. jakiegoś internetowego poradnika miałbyć hiper super mega zarąbisty.  Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na małe zakupy, chcieliśmy nabyć jakieś pamiątki z kraju wody i Troli 🙂

Drogę do wodospadu znaleźliśmy bez większych problemów, pogoda nadal nam sprzyjała, siły też były, więc padła decyzja w górę ! Na początku było normalnie czyli jakaś ścieżka trawa , krzaczki spoko 🙂 Ale po jakimś czasie rozpoczęliśmy wspinanie się po schodach, co powodowało lekkie zmęczenie. Jednak nie taki diabeł starszny jakim go malują wg. starego polskiego przysłowia. Ponieważ po mniej więcej 1,5 km naszym oczom ukazał się … ( nie nie nie las i nie krzyży : ) On wodospad. i padła zaraz ocena ha ! ktoś nas wpuścił w niezłe maliny bo nie ma w tym wodospadzie chyba nic nadzwyczajnego 🙂 Ale podejdzmy sprawdzmy jak już jesteśmy. Okazało się że nasz polski wrodzony pesymizm i tendencja do narzekania włączył się w nieodpowiednim momencie 🙂 Jak dotarliśmy do polany zobaczyliśmy zejście o które nam chodziło, a widok u końca chodnika skalnego wyrywał z butów. Pognaliśmy na koniec cieszyć się czymś czego wcześniej nie widzieliśmy. Z perspektywy zwykłego zwiedzacza w Norwegii wodospadów jest pół tony, w Hiszpanii też widzieliśmy ich całkiem sporo aleeee, aleeeee nigdy nie mogliśmy wejść ZA wodospad ! Tak wykuty w pułce skalnej chodnik prowadził dokładnie za wodospad, niesamowity widok 🙂

Poniżej GPX oraz odrobina zdjęć :

Całkowity dystans: 6935.09 km
Najwyższy punkt: 717 m
Wyskokość podjazdów: 522 m
Łączny czas: 01:15:56

 

Po ekscytacjach wodospadem , przyszedł czas na mały popas 😛 i zeście do samochodu oraz powród do Brumunndall. Oczywiście nie mogłem pozostać dłużny Krzysiowi za jego kosmiczny pomysł zbiegu z poprzedniego podejścia , i teraz ja zaproponowałem że biegniemy. Technicznie ten bieg okazał się fajniejszy i w jakieś 15 min byliśmy już przy samochodzie gotowi do powrotu do „domu”.

Pogoda zaczęła się psuć, zrobiło się pochmurno i zaczął padać deszcz, toważyszył nam prawie całą drogę do miejscowości w której mieszka Łukasz. Mimo kiepskiej pogody całą podróż gadałem jak nakręcony o tym że chciałbym jako fan skoków narciarskich zobaczyć skocznię w Lillehammer bo to nie jest zwykła skocznia ale obiekt olimpiński 🙂 Udało mi się ubłagać Łukasza aby zatrzmał się pod skocznią, nawet pogoda zlitowała się nade mną, i na chwilę przestało padać 🙂 Na skoczni w czasie Igrzysk w 1994 roku wygrywał mój ówczesny idol skoków Niemiec Jens Weißflog oraz zawodnik gospodarzy Espen Bredesen. Lysgårdsbakken to kompleks dwóch skoczni o punktach konstrukcyjnych K123 oraz K90. Moje małe marzenie się spełniło bo jest coś czego się nie spodziewałem przy kompleksie stoi nadal znicz olimpiński razem z drabinką na którą można wejść tak jak by się go zapałało 🙂 Tato jak Ty byś mogł tam być ze mną ! Ahhhh 🙂

Zmęczeni ale zadowleni i szczęsliwi dojechaliśmy do Łukaszowego domu , gorąca kąpiel oraz kolacja spowodowały senność 🙂 chwila rozmów i spać bo czeka nas całodzenna wyprada do ojczyzny.

Wyjazd do Norwegii był przecudownym doświadczeniem, fenomenalne widoki, inna kultura wszystkiego, gigantyczna róźnica „wychowania” społeczeństwa, białe noce i wiele innych większych lub mniejszych spraw które mnie zaskoczyły i na długo zostaną w mojej pamięci.

Z tego miejsca bardzo chciałem podziękować Łukaszowi który zaprosił nas do Siebie , zrobił za hotel, restaurację , przewoźnika, przewodnika i sam Bóg wie jeszcze jakie miał role podczas tej wyprawy. Krzysiowi i Agacie za świetne towarzystwo. To był świetny czas !

Jeżeli będziesz miał/miała kiedyś okazję zobaczyć jakikolwiek kraj skandynawski nie wachaj się. Tak jeżeli będą mówić, że jest drogo – mają rację. Jeżeli będą mówić, że wszędzie jest daleko – tak mają rację. Jeżeli będą mówić, że ciężko trafić na dobrą pogodę , bo Norwegia słynie szczególnie na fjordach ze częstej i szybkiej zmiany pogody – tak mają rację. Jednak to co zobaczycie zrekompensuje Wam wszystko, uwierzcie mi na słowo ! Jak jak tylko będę miał sposobność i czas to wrócę bo wiele zostało jeszcze do zobaczenia. Salut !