Bitwa o Fjordy cz.3

Bitwa o Fjordy cz.3

Ataku dzień trzeci 🙂

Dzień trzeci:

Stacjonowanie w Isfjorden okazało się być całkiem niezłym posunięciem – domek jest bardzo przyzwoity, względna cisza i spokój, cudowny widok z tarasu czego chcieć więcej ? 🙂 Na pierwszy ogień dziś idzie miasteczko Åndalsnes ( to dziwne Å – czyli a z kółkiem które jak doczytałem w różnych skandynawskich językach wymiawia się trochę inaczej, 29 i ostatnia litera alfebetu norweskiego, wprowadzona do oficjalnego jezyka w trakcie reformy ortografii o 1918 roku miała za zadanie zastąpić „aa” , wymawiana w zależności od znaczenia wyrazu, ale najcześciej to takie długie a) Åndalsnes to małe norweskie miasteczko z około 3 tysiącami mieszkańców leżące u wybrzeża Romsdalsfjordu, który jak podaje oficjalna strona miasta jest jednym z najczystszych norweskich frodów.

Po naszym zacnym jak codzień śniadniu , wsiedliśmy wesołą ekipą w samochód aby podjechać w miejsce w którym zakładaliśmy że rozpoczeniemy wspinaczkę w górę na Rampestreken czyli platformę widokową położoną 537 m. n.p.m.  Podejście pod to miejsce nie należy do najłatwiejszych siłowo, jest dość stromo, w drugiej części wspinaczki miejscami jest trochę niebezpiecznie ponieważ szlak zaczyna wspinać się po schodach na których nie uraczysz drogi czytelniku ani kawałka poręczy których chroni przed przepaścią. To jest dość znaczna różnica między polską , jak w naszym kraju jakieś niebezpieczne miejsce nie zostanie odpowiednio zabezpieczone a coś się stanie to zaraz jest wina , państwa , służb porządkowych , zarządcy terenu – wszystkich ! tylko nie tego człowieka który na własną odpowiedzialność tak wszedł to tak jak by na Trolltundze ( wiem dodałem sobie polską końcówkę ) postawić wielkie, szkaradne, żółte barierki – oczywiście dla bezpieczeństwa. Na szczeście Norwedzy są w tym temacie trochę bardziej wyedukowani od nas.

Podczas wspinaczni na te zacne 537 m. n.p.m. natknęliśmy się na ciekawą rzecz – na drzewie w pewnym punkcie przecięcia grzebietowego gór była metalowa skrzynka a w niej zeszyt przgotowany do wpisania się data/godzina/personalia/pochodzenie – i o dziwo wpisów było bardzo dużo. Postanowiliśmy się wpisać i wio do góry.

Po tym małym przystanku pod górkę wraz z Krzychem oddzieliliśmy się od reszty i nieco szybszym krokiem rządni wycisku fizycznego po jaki tu przyjechliśmy pognaliśmy do góry. Trzeba przyznać że platforma widokowa , oraz rozpościerający się z niej krajobraz robi wrażenie.

Odczekałiśmy na resztę naszej 4 osobowej wyprawy , wpisaliśmy się do kolejnego notesu , zjedliśmy , napiliśmy i w drogę do góry 😀 Kolejny szczyt na naszym szlaku miał wyskość 708 m. n.p.m. i nosił nazwę Nesaksla. Dopiero z tego miejsca zobaczyliśmy gdzie idziemy , szybko podjęta dezycja o odłączeniu się od grupy i pójścia wyżej była dobrym wyborem. Razem z Krzychem gnaliśmy do góry aby jak najszybciej zdobyć szczyt który obraliśmy za cel z oddali.  Mineliśmy po drodze dwa śliczne małe jeziorka , wodospad i jeszcze lepszy widok niż wczesniej. Pogoda zrobiła się bardzo kapryśna , zimno, wiatr , kilka kropel deszczu , i gorąco w słońcu …

Po zadowoleniu , napojeniu oraz wpisaniu się do kolejnego dziennika – przyszedł czas na gorzką chwilę gdy zerkneliśmy co jest dalej – i zgodnie stwierdziliśmy że chcemy tam iść, ale niestety na dole zostawiliśmy dwie osoby, i mamy plany na popołudnie jeszcze :/

Serce bolało , ale coż trzeba zchodzić. Zchodzenie nie zajeło nam aż tyle czasu, mieliśmy krótki przystanek przy punkcie widokowym gdzie czekała na nas Agata i Łukasz , razem zchodziliśmy wspólnie.

Gpx z zegarka z całej trasy :

Całkowity dystans: 9.22 km
Najwyższy punkt: 822 m
Wyskokość podjazdów: 1166 m
Total time: 04:31:14

Drugą atrakcją dnia dzisiejszego była droga atlantycka 🙂 Ale może od początku co to , gdzie to i jak to ?

Droga Atlantycka to trasa o długości 8,3 km będąca częścią drogi nr. 64, łącząca Averoy i Eide. Początkowo trasą miały jeździć pociągi, jednak projekt ten zarzucono. W latach 70. prace koncepcyjne ruszyły ponownie, a budowa wystartowała w 1983 roku. Praca była niezwykle trudna, ponieważ ten rejon-położony na pograniczu Atlantyku i morza Norweskiego jest miejscem, w którym występują bardzo silne sztormy. Właściwie ciężko trafić na dzień, kiedy morze jest naprawdę spokojne. Podczas trwającej 6 lat budowy, aż 12 razy wiał wiatr określany mianem huraganu. W porywach osiągał nawet 200 km/h. Droga przebiega poprzez niewielkie wyspy oraz niskie mosty. Gdy pogoda dopisuje podczas przejazdu można obserwować pływające w okolicy wieloryby lub foki. Przejazd podczas sztormu to zupełnie inny rodzaj emocji. Olbrzymie fale zalewają drogę i jazda Drogą Atlantycką wymaga niezwykłej uwagi i odwagi.

Po tym bardzo aktywnym dniu , przyszedł czas na kawe z Statoil oraz powrót do domu , aby zjeść dobrą kolację, wykąpać się oraz pokibicować naszej drużynie w walce z Portugalią na Euro 2016 🙂 To był świetny dzień zobaczyliśmy kilka cudownych miejsc , takich które widziałem w artykułach na portalach podróżniczych w sekcjach must see. A więc mogę odchaczyć co nie co 🙂 z mojej listy must see 😀

Norwegia to cudowny kraj do zwiedzania , zaskakuje od świtu , hmm jak to napisać jak nie ma zmierzchu ? 😛