18 PKO Poznań Maraton

18 PKO Poznań Maraton

2017 rok , styczeń, postanowienie maraton. Miejsce, termin eh ciężko to jakoś logicznie ogarnąć trzeba się z tym przespać.

Spałem z tematem dość długo ale padło na Poznań Marathon, podobno świetna impreza, zawsze dobry pakiet , dużo ludzi , dogodny termin bo w połowie października. Teraz jak już miałem to ustalone sam ze sobą wystarczyło zacząć ostro trenować bo 42 km to już nie przelewki. Od 5 marca zaczęliśmy z Michałem treningi tak już „na ostro” , sprawdzianem dla mnie miał być Nocny Półmaraton Wrocław no i udało się koncertowo : 1:42:09 to poprawa o ponad 2 minuty.

Zmotywowany do ciężkich treningów na bieżni , kosmicznych podbiegów i innych wykańczających treningów stwierdziłem że październik jest mój. Będę łamał 4 godziny na maratonie ! Ba ! może nawet 3:50 a co !

No i przyszedł koniec lipca i spore bóle lewego kolana, diagnoza po odwiedzeniu kilku fizjoterapeutów: Syndrom pasma biodrowo-piszczelowego – leczenie 6-8 tygodni no i dup ! Maraton się oddalił , 3:50 się bardzo zamazało …

I tu do akcji wkracza Maciej Barański który znęca się nad moją nogą tak jak ja wcześniej nad nią 🙂 Mamy połowę września biegam , ale nadal odczuwam lekkie bóle i brakuje mi długich wybiegań. Czas zdecydować czy lecimy czy nie, narzeczona odradza , fizjo mówi że lepiej nie ale powinno się udać, decyzja jedziemy !

14 października 2017 godzina 11:00 – jestem spakowany, sprawdzam 10 razy czy mam wszystko, boję się pierwszego maratonu , dystans wzbudza we mnie i respekt i strach. A może schowam się do szafy, wyłączę telefon i udam że mnie nie ma? Nie pobiegnę znajdę później na to jakąś wymówkę.

14 października 2017 godzina 11:21 – szlag! do szafy udało mi się wejść ale zapomniałem wyłączyć telefonu który swoim głośnym dzwonkiem oraz morderczą wibracją wybudził mnie ze strachliwego letargu. Są, przyjechali ! Fuck ! nie ma już odwrotu trzeba jechać.

 

14 października 2017 godzina 13:11 – jesteśmy w Prochowicach ujechaliśmy jakieś 80 km, aż tu jak nie pierdyknie, jak nie buchnie ! Alllelujaaaaa nadeszło wybawienie, pojazd nas wiozący nie dogadał się z elementem swojego uzbrojenia i dalej nie jedziemy ! No dar z niebios pomyślałem sobie 🙂 nie chciałem jechać i nie pojedziemy dalej , ponarzekam trochę aby moi towarzysze nie myśleli żem mięczak i wrócimy spokojnie do domu 🙂 Powiem znajomym że się nie udało złośliwość rzeczy martwych:)

14 października 2017 godzina 13:26 – moi towarzysze podróży są jednak bardziej zmotywowani i auto stoi już na kanale i jest naprawiane przez bardzo fachowo ubrudzonego mechanika w firmie „Olmax” we wspomnianych wcześniej Prochowicach :/ Czyli przechlapane będzie trzeba jednak pobiec.

14 października 2017 godzina 14:34 – znów stoimy po 35 kolejnych kilometrach chyba zabiliśmy nasz wierny, dzielny pojazd. Diagnoza to uszczelka pod głowicą, a więc teraz to już bankowo jedziemy do domu i cały ten wymysł pobiegnięcia tej ekstremalnej dla mnie odległości 42 km mogę odłożyć sobie np. na Dębno 🙂

14 października 2017 godzina 15:33 – po wielu poszukiwaniach od busika firm przewoźniczych, kierowcy pizzerii, księdza parafii obok której żywota dokonuje nasza dzielna maszyna jeżdżąca poprzez mieszkańców wsi oraz lokalnych taksówkarzy natrafiliśmy na cenę 130 polskich jakże cennych nowych złotych za transport na trasie Wińsko – Rawicz całej naszej wesołej 4 wraz z mandżurem. Cena nie do końca nam odpowiadała ale dało się znaleść „profesjonalnego” przewoźnika który umownie za 100 tych samych nowych złotych dotransportował nad w miejsce PKP Rawicz.

TEST.JPG00000

14 października 2017 godzina 16:45 – jesteśmy już w pociągu PKP InterCity relacji Przemyśl – Świnoujście 🙂 nasza stacja docelowa jak się łatwo można domyślić to Poznań.

14 października 2017 godzina 18:50 – czyli cały misterny plan w pizdu ! Udało nam się odebrać pakiety startowe , więc drogą dedukcji można przyjąć że jeśli jutro z nieba nie poleci kukurydza to będzie trzeba jednak biec ten cholerny maraton !

14 października 2017 godzina 19:30 – jesteśmy na wynajętej kwaterze , szybkie rozpakowanie , uzupełnienie elektrolitów za pomocą załączonego w pakiecie startowym napoju i planujemy iść coś zjeść. Czyli jest jeszcze jedna możliwość aby sabotować ten bieg.

14 października 2017 godzina 20:20 – docieramy do rynku, po lekkiej kłótni wybieramy restaurację siadamy …

14 października 2017 godzina 20:35 – udaje nam się otrzymać od bardzo zapracowanego kelnera menu …

14 października 2017 godzina 20:49 – udało się zamówić picie i jedzenie …

14 października 2017 godzina 21:00 – mamy picie !

14 października 2017 godzina 21:30 – dostaliśmy jedzenie, zamawiając dwa dania ( rosół oraz sałatkę ) otrzymałem je oba w jednym momencie , zupka podana przez zatroskanego o mój przełyk kelnera była zimna abym się nie poparzył. Drugie danie też było zimne (z natury) więc pomyślałem że może to taki proces standaryzacyjny temperatury pożywienia.

14 października 2017 godzina 21:44 – wzmacniamy się poprzez wypicie Vibovitu , oraz substytutu zwanego Borewicz ( zbieżność nazwisk jest tu czysto przypadkowa )

14 października 2017 godzina 22:21 – jesteśmy na kwaterze , teraz wystarczy się umyć i iść spać ( mam tajny plan aby pozmieniać im budziki w telefonie, może się uda jak zaśpimy to nie pobiegniemy )

15 października 2017 godzina 07:00 – niestety mój plan się nie udał ponieważ zasnąłem pierwszy. Wszyscy wstają o wskazanej porze. Jemy śniadanie, ubieramy się, kleimy czułe miejsca, podsypujemy i takie tam . Pakujemy wszystkie żele, sterydy i inne anabole aby być lepsi od Kenijczyków.

15 października 2017 godzina 08:20 – biegniemy na przystanej tramwajowy bo czasu nie za wiele, a trzeba jeszcze rzeczy oddać do depozytu i zrobić jakąś rozgrzewkę. Tracę nadzieje na spokojną niedzielę, chyba już nie uda się sabotować tego głupiego pomysłu przebiegnięcia maratonu !

15 października 2017 godzina 08:30 – aż tu nagle los podsyła mi kolejne zrządzenie 🙂 okazuje się że ruch już gdzieś został zamknięty i tramwaje nie jadą wg. rozkładu i nikt nie wie czy w ogóle jadą. Biegniemy z przystanku AWF na kolejny przystanek, ja w nadziei że nie damy rady i będzie można jechać do domu.

15 października 2017 godzina 08:33 – niech to szlag! dobiegając na następny przystanek okazuje się że coś jedzie po tych durnych szynach, a co gorsza że dojedziemy tym do celu. Ehh no i znów powinienem powiedzieć szlag!

15 października 2017 godzina 08:40 – jesteśmy na terenie miasteczka biegowego, bardzo szybko i sprawnie działający depozyt, siku czy tam inne potrzeby fizjologiczne. Umawiamy się że po ukończeniu ( haha koń by się uśmiał ?? ) widzimy się w odpowiednim miejscu.

15 października 2017 godzina 08:55 – wybieramy miejscówkę wśród ludzi na lini startu. Strach już minął, pogodziłem się nawet z tym że będę musiał biegać te 42 km, czas jest nieważny oby udało się tylko w jednym kawałku dostać do mety. Myślę o swojej kontuzji o to ile przez to straciłem, jak odbije się to na biegu.

15 października 2017 godzina 09:10 – nie ! jeśli myślicie że już biegnę to pomyłeczka ! 🙂 Zbbawieniieeee zawody nie wystartowały ! Jest jeszcze jeden człowiek który podobnie jak ja sabotował tę imprezę ale chyba z lepszym skutkiem , bo ja jestem na starcie wraz z 7000 innych wariatów, ale nie biegniemy 🙂

15 października 2017 godzina 09:20 – nadal nie biegniemy, mam wizję zwiedzania Poznania bez zmęczenia i pojechania wieczorem do domu bez bólu nóg.

15 października 2017 godzina 09:40 – niestety po raz kolejny cały misterny plan w pizdu ! Ruszyła elita 18 Poznań Maratonu, za 2 minutki ruszamy my. Wszelkie próby sabotażu nie udały się trzeba się zmęczyć. Mój strach podczas startu odleciał już w siną dal. Teraz trzeba postarać się dobiec do mety!

15 października 2017 godzina 09:50 – biegniemy jak na razie nie widać aby to był maraton, śmiechy , żarty i spokojne trzymanie tempa na 5:30.

15 października 2017 godzina 10:51 – mija jakieś 12 km i nadal jest w miarę spoko , spotykam klubowego kolegę Krzysztofa i jeszcze jednego znajomego.

15 października 2017 godzina 11:28 – 17 km biegu zaczyna się robić ciężko, Michał 2 gdzieś ucieka, niedługo już połowa tego cholernego pomysłu za mną!

15 października 2017 godzina 12:02 – za mną 25 km, moja głowa mówi że chce się teleportować do domu , nogi niosą same do przodu jak zaprogramowane. Kolejny punkt pomiarowy , kolejny punkt z jedzeniem i dalej. Tempo lekko w dół , wiem że muszę dobiec do końca, wiem że zaczyna się walka muszę ją wygrać!

15 października 2017 godzina 12:33 – minąłem 30 km, na nim punkt pomiarowy, jedzenie i punkt znajomych z parkrun Poznań. Kibicie są wspaniali, mistrzostwo świata, ich doping i kreatywność jest genialna pomaga mi to w dalszym biegu. Obserwuje innych biegaczy odbywają już dramaty, ludzi łapią skurcze, kładą się na asfalcie, krzyczą z bólu. Staram się wyłączyć myślenie, chcę słyszeć tylko tup,tup,tup,tup …

15 października 2017 godzina 13:06 – 35 km biegu, moje przywodziciele grają już w jakąś swoją grę zręcznościową. Pośladki dostały największy wpier…. jaki zebrały kiedykolwiek, łydki !! ściska mi łydki tak mocno że mam uczucie jak by to był ciągły skurcz . Po raz kolejny zastanawiam się czy nie zrezygnować. Ambicja jednak bierze górę, to tylko 7 km czyli jeden sobotni parkrun i troszkę dam radę ! muszę!

15 października 2017 godzina 13:24 – 38 km biegu, mijam właśnie po lewej live band i po prawej smutny widok służba medyczna reanimuje jednego z biegaczy, z min wnioskuję że nie jest dobrze. W tym momencie trafia do mnie kolejna fala zwątpienia. Może trzeba przestać, mogę skończyć jak on ! Ale to głupie przecież może mnie zabić to co kocham! Wyppadd głupie myśli z głowy ! tup,tup,tup,tup biegnę dalej.

15 października 2017 godzina 13:36 – 40 km biegu, ostatek sił, koniec,finito największa chwila zwątpienia. To mi się nie uda nie mam siły biec dalej. Brakuje motywacji, a na dodatek jeszcze jest pod górę. Walka na najwyższym poziomie trwa, moje ego walczy z nogami , plecami , rękami. Efekt tup,tup,tup,tup …

15 października 2017 godzina 13:47 – ostatnie metry, jestem na zakręcie przed MTP, biorę zakręt niesiony już w 100 % wiwatem kibiców, dźwiękami nagłośnienia z mety.

15 października 2017 godzina 13:48 – jest widzę ją ! upragniony widok ! metaaa ! ostatnie metry, zapominam o całym zmęczeniu o tym że właśnie pokonałem siebie , spełniłem swoje marzenie ! Za malutką chwilę, za momencik będę mógł pełnoprawnie nazwać się maratończykiem. Unoszę resztkami siły ręce ku górze, staram się uśmiechnąć aby mieć jakąś fajną pamiątkę bo ktoś pewnie robi tam zdjęcia. META !

4 godziny i 10 min ( w zaokrągleniu ) biegu , 3181 kalorii , 326 m w górę i tyle samo w dół w trakcie tych zawodów do których przygotowywałem się przez prawie 8 miesięcy. W trakcie tego czasu:

  • przebiegłem około 900 km
  • spaliłem 66000 kalorii
  • spędziłem na treningach 82h:14m

Co mi dał maratona ? Satysfakcję – udowodniłem sobie że jestem w stanie to przebiec. Większą pewność siebie w bieganiu. Mobilizację do kolejnych treningów oraz bardzo dużo doświadczenia na kolejne starty w zawodach.

Konkluzje :

  1. Wszyscy startujący w maratonie już na początku są dla mnie zwycięzcami, jednak szczególny szacunek zyskali nie Ci
    TEST.JPG00000

    najszybsi (oczywiście ich wyniki są niewiarygodne i bardzo ich szanuję ), ale Ci niepełnosprawni, wózkowicze, tandemy wózkowe – jesteście dla mnie wszyscy wzorem do naśladowania ! Wszyscy trzymajcie tak dalej jesteście wielcy !

  2. Maraton nie wybacza błędów ani w trakcie ani podczas przygotowania. Brak zasypki, plastrów na sutki, nieodpowiednie obuwie czy inne szybko się zemszczą. Trzeba pamiętać o detalach w momencie szykowania się do startu. Podczas przygotowań nie może zabraknąć długich wybiegań, najlepiej jeszcze z narastającą prędkości bo to przygotuje organizm do gigantycznego wysiłku.
  3. Maraton to zupełnie inny bieg , odmienne zasady rozłożenia sił, inne problemy z wydolnością itd … Nigdy nie bagatelizuj tego dystansu, nie podpalaj się na początku bo pobiegnięcie 10km w tempie 4:45 jeśli Twoja strefa komfortu to 5:25 to strzał w kolano!

O imprezie :

Perfekcyjnie przygotowane wszystko ! Mega szybki odbiór pakietu , super szybki depozyt.i przed i po. Szybkie i do zjedzenia jedzenie ! Bardzo dużo toalet ! Dobre oznakowanie ! Po za tym kibice genialni to co oni robili i jacy są kreatywni to głowa mała !

Po biegu też wszystko dobrze sprawnie , wyniki , zdjęcia itd … Poznań Maraton na 5 z plusem !

Polecam każdemu na swój pierwszy maraton.

To kiedy kolejny raz ? 😉

 

 

 

 

  • Wielkie Gratulacje i Szacunek !!!
    Tylko nie porzuć roweru całkowicie dla biegania 🙂

  • Magdalena Ogłaza

    Wooow, ehhhh…trafiłeś w punkt swoją relacją..dokładnie to samo przezywalam na swoim pierwszym, I jak dotąd ostatnim, maratonie w Krakowie. Jest to cholernie trudny dystans, każdy kto przebiegł to wie..ciekawe co z tym biegaczem, ktorego reanimowali? Wiadomo coś? Ehh… fajne mieliście przygody z dotarciem, a co z autem?

    • chinczyk

      Madziu ten pan co go reanimowali raczej nie będzie się mógł nazwać maratończykiem , a jego rodzina pewnie znienawidzi bieganie. Nie uratowano go :/ Autko – chyba uszczelka pod głowicą 🙁

Comments are closed.